Hiszpania

Wyspy Cíes, czyli Karaiby w Europie

Kto słyszał o Wyspach Cíes (hisz. Illas Cíes)? Przez Rzymian zwane były Wyspami Bogów, jednak chyba wciąż niewiele osób zdaje sobie sprawę z ich istnienia. Ten hiszpański archipelag wysp jest znakomitym kąskiem dla wielbicieli natury. Informacji próżno szukać na polskich blogach. Dzięki moim wspomnieniom, postanowiłam wypełnić tę lukę.

Jeszcze jakieś 3 lata temu także nie miałam pojęcia o ich istnieniu. Moje status quo w tej istocie zmieniło się podczas mojego Erasmusa, którego spędziłam w Porto w 2016 roku. Prawdopodobnie to mój współlokator Eduardo, moja skarbnica wiedzy o Półwyspie Iberyjskim, podsunął mi ten pomysł. Nie trzeba było mnie długo namawiać, potrzebowałam tylko okazji. Przylot mojej mamy z wizytą stał się idealną pobudką, by ruszyć na wyspy. Mama przyleciała do Portugalii, a ja postanowiłam zorganizować jej wycieczkę do Hiszpanii, a dokładnie do Galicji, z której miałyśmy popłynąć promem na tenże archipelag.

Wyspy Cíes warto zobaczyć przy okazji pobytu w Porto. Nie namawiam Was do porzucenia mojego drugiego miejsca na ziemi, ale moim zdaniem Porto stanowi idealną bazę do jednodniowych wypadów. Viana de Castello, Braga czy Guimarães, ale także miasta w hiszpańskiej Galicji, które są łatwo osiągalne dzięki połączeniom kolejowym. Tu należy wymienić Vigo oraz słynne miejsce zwieńczenia pielgrzymek drogi św. Jakuba, czyli Santiago de Compostela.

Hiszpańska Galicja

Galicja, położona w północno-zachodniej części Hiszpanii, to zielona i deszczowa kraina. Dla podróżujących z Porto, drobna podpowiedź odnośnie pogody. Pogoda w Vigo, będzie taka jak w Porto. Jak tu pada, to tam najprawdopodobniej też natkniemy się na opady. Klimat jest tam bardzo zbliżony. Hiszpanie coraz częściej uciekają z przepełnionego południa i wybierają Galicję, ze względu na jej walory, ale także znakomite hodowle owoców morza, które uchodzą tu za najlepsze. Kolejny argument za tym, by wybrać się w te mniej znane rejony Hiszpanii. Wybrzeże Galicji jest wyjątkowo poszarpane, tworząc tzw. riasy, czyli lejkowate i szerokie ujścia rzek. Trzeba też przyznać, że jest to najbardziej deszczowy rejon Hiszpanii. Miałam to tej kwestii zmienne szczęście. Raz przytrafiło mi się przemierzać Vigo w deszczu, a drugi raz miałam już większego farta i trafiłam na słońce.

Vigo

Vigo, usytuowane na zboczu góry i skierowane w stronę oceanu, dlatego też nazywane jest Bramą Atlantyku. Po La Coruna jest to największe miasto Galicji. Miasto słynie z rybołówstwa. Ryby stąd zaspokajają w 90% potrzeby hiszpańskich podniebień. Odwiedziłam Vigo dwa razy. Pierwszy raz wraz z bracią Erasmusa w marcu 2016 roku, a drugi już samodzielnie z mamą. Na Vigo warto poświęcić chociaż pół dnia, by na luzie poszwędać się po historycznym starym mieście (Casco Vello) oraz by zajrzeć na Pescaderia, potocznie nazywaną ulicą ostryg (Calle de las ostras). Kto wie, być może Vigo jeszcze zasłuży na osobny tekst!

Vigo potrafi płynąć w deszczu poza sezonem.

1 dzień na Wyspach Cíes

Kierownictwo nad wycieczką na archipelag Cíes oczywiście obrałam ja. Ruszyłyśmy wieczorem pociągiem z Porto, z dworca Campanhã, tak żeby nazajutrz rano złapać prom i spędzić tam cały dzień. Podróż trwała niecałe 2,5 godziny (aktualna cena biletu to 14.95 euro za osobę w jedną stronę; tu znajdziecie rozkłady, a bilet online kupicie tu). Na marginesie tylko napomknę małą podpowiedź, koleje portugalskie (pt. CB, Comboios de Portugal) także mają oferty promocyjne (analogiczne do naszych PKP wcześniej) dla swoich podróżnych. Od lutego 2019 roku nawet zwiększyli owe rabaty. Kupując bilet na 5 bądź nawet 8 dni przed planowanym odjazdem, otrzymamy zniżkę (dotyczy to przejazdów klasą 2, a uwaga w Portugalii są 3 klasy). To moja drobna sugestia jak zaoszczędzić na transporcie.

Zarezerwowałam nocleg ze śniadaniem w pensjonacie zlokalizowanym w centrum, tak by rano sprawnie dostać się do portu. Wstałyśmy wcześnie koło 7, by co nieco jeszcze zobaczyć w Vigo zanim odpłyniemy promem w stronę wysp. Przeszłyśmy się starówkę, wypiłyśmy po kawie w jednym z kawiarnianych ogródków i powoli kierowałyśmy się do portu.

Bilety na prom kupiłam na miejscu w porcie. Można to zrobić online z wyprzedzeniem i rzekłabym, że nawet jest to rozsądniejsze rozwiązanie, gdyż liczba odwiedzających jest ograniczona. Codziennie tylko 2200 osób może przypłynąć na Cíes. My płynęłyśmy pod banderą Naviera (Mar de Ons). Grafik promów dostępny jest tutaj. Ceny wahają się od 16 do 18.50 euro w jedną stronę w zależności od sezonu. Bilety na prom kupiłyśmy na konkretną godzinę, ale jak się potem okazało, byłyśmy w porcie dużo wcześniej. Wystarczyło zapytać w kasie i nic nie stało na przeszkodzie, by pozwolono nam popłynąć wcześniejszym. To jest po prostu hiszpański luz:)

Już w porcie, bilety kupione, czas łapać prom.

Zwolniono cumy i po killku minutach traciłyśmy już Vigo z oczu. Cały rejs trwał około 40 minut. Ku mojemu zdumieniu płynęli z nami głównie Hiszpanie. Zagranicznych turystów była dosłownie garstka. Słońce spiekało nam nosy, a na skórze czuć było podmuchy wiatru. Nie dając się zwieść złudnemu odczuciu temperatury, zaaplikowałyśmy krem z filtrem. Nie zdążyłyśmy się dobrze zasiedzieć na górnym pokładzie promu, gdy czas już było wysiadać.

W skład archipelagu wchodzą trzy wyspy. Na południe wysunięta jest San Martiño. Illa de Paro położona jest na środku, a dalej połączona z nią mierzeją trzecia wyspa – Illa Monteagudo. Wyspy słyną ze swoich rajskich białych plaż z czystą, turkusową wodą. Krajobraz i malowniczość wysp porównywana jest do karaibskich. W 2007 roku The Guardian uznał plażę Playa de Rodas, która łączy dwie z wysp, za najpiękniejszą plażę świata. Ta prestiżowa brytyjska gazeta określiła ją jako iście karaibską. ‘’Woda jest tak turkusowa, a piasek na tyle biały, by uwierzyć w to porównanie’’.

Wszystkie trzy wyspy ze względu na unikatowość flory i fauny (tu w szczególności chodzi o ostoje ptaków, ornitolodzy będą tu mieli frajdę) są objęte ścisłą ochroną, a od 2002 roku są częścią Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji. Dlatego też, szanując tamtejszą przyrodę, przebywając na wyspie należy przestrzegać określonych zasad. Dla przykładu wymienię najciekawsze z nich:

Nie wolno:

  • Śmiecić ani pozostawiać żadnych resztek jedzenia (na wszystkich wyspach nie ma koszy ani kontenerów na odpady, jesteśmy zobligowani do zabrania ze sobą wszystkich odpadów)
  • Zabierać na wyspy psów, z wyjątkiem psów przewodników,
  • Poruszać się na pojazdach silnikowych, rowerach, z wyjątkiem wózków inwalidzkich,
  • Biwakować poza wyznaczonymi do tego miejscami,.
  • Używać żadnych systemów dźwiękowych czy robić hałasu, które mogłyby zaburzyć naturalny spokój,
  • Palić tytoniu (chyba że spalone pety nie zostaną na wyspie na zawsze, przepis służy minimalizacji ryzyka pożaru).

Tak jak wspomniałam zasady wydają się dosyć rygorystyczne, ale pamiętajmy, że dzięki nim możemy w pełni cieszyć się walorami natury i napawać się tym w ciszy i spokoju. Jak przyjrzymy się regulaminom naszych parków narodowych, to zauważymy, że zasady będą bardzo zbliżone. Cóż, może nie jesteśmy tego tak świadomi i zbyt rzadko zerkamy na tablice informacyjne. Hiszpanie dbają, by turystyka zostawiała na wyspie jak najmniejszy ślad. Z tego co zaobserwowałam, turyści na wyspie sumiennie się wywiązywali z panującego tu porządku. Nie wiem czy było to spowodowane nieuchronnością kary czy szacunkiem do przyrody.

Wyspy zaczarowały nas swoim urokiem. Obie wygłodniałe plażowania, zgodziłyśmy się, że nasz pobyt na wyspie zaczniemy od słonecznego odpoczynku. Szłyśmy zgodnie ze znakami, ścieżką która biegła przez sosnowo-eukaliptusowe lasy. Na końcu drogi, wyłoniła się przed nam przepiękna plaża Figueiras, cała dla nas! Plaża określana jest jako ‘’de los alemanes’’, czyli plaża Niemców, która jest miejscem przeznaczonym dla naturystów. Byłyśmy tam kompletnie same, więc nie czułyśmy się zobowiązane do pozbycia się strojów.

Mamę zachwycał turkus wody.

Po błogim zażywaniu promieni słonecznych i uzupełnianiu naszej skóry w cholekalcyferol (wit. D), zaproponowałam mamie spacer w głąb wyspy. Miałyśmy broszurę z mapą, która przedstawiała 4 możliwe piesze wędrówki. Po szybkim namyśle, wybrałyśmy najkrótszy szlak. Był to szlak granatowy – Alto do Principe. Chciałyśmy się trochę rozruszać, wdrapać na górę i popodziwiać widoki.

Dzika roślinność, paprocie, sosny i eukaliptusy.

Spacer poszedł nam gładko i szybko. Wdychałyśmy zapachy lasu mieszającego się z zapachem oceanu i nasłuchiwałyśmy głównych mieszkańców wyspy, czyli ptaków. Na końcu naszego szlaku czekała nas niesamowita nagroda. Na szczycie skał rozpościerał się przed nami widok na cały archipelag. Po chwili usłyszałyśmy kwilenie dobiegające z bliska. Było to ptasie gniazdo z pisklętami i samicą opiekującą się młodymi. Drugie śniadanie nomen omen wleciało do dziobów! Na górze było tak pięknie, że w ogóle nie chciało nam się wracać!

Wszystkie dostępne szlaki, to proste i przyjemne trasy spacerowe (nazwałabym to lajtowym trekkingiem). Tylko szlak pomarańczowy, który prowadzi do latarni morskiej został zaklasyfikowany jako o średniej trudności (ze względu na najdłuższy dystans tj. 7,4 km w obie strony). My byłyśmy ubrane totalnie plażowo, a na nogach miałyśmy sandały turystyczne. To w zupełności nam wystarczyło. Nie było tam żadnych trudności (1h15min, 3 km trasy i uwaga 100 m przewyższenia). Był to lekki i przyjemny spacer z ogromną nagrodą u celu. Zerknijcie tylko na widoki z poniższych zdjęć.

Po przechadzce, obie zgodnie podjęłyśmy decyzję, że chyba tego słońca to jeszcze nam mało. Poszłyśmy tym razem na plażę chulającą po rankingach – playa de Rodas. Stąpałyśmy boso po piaskach mierzei i z dziką radością rozłożyłyśmy się na tej cud-plaży.

Piasek był tak miałki i przyjemnie masował stopy. Choć uważam, że piasek najpiękniejszy jest nad naszym Bałtykiem, to ten tu mógłby z nim konkurować.

Jeśli chodzi o kąpiele w oceanie, cóż jest to Atlantyk, więc nie spodziewajmy się wbiegania do wody, pływania i nurkowania. Na plażach praktycznie nikt się nie kąpie, ze względu na niską temperaturę wody. Ja nie odpuściłam! Tak jak weszłam do oceanu w Porto, tu też postawiłam sobie za punkt honoru, że wejdę! Woda była okrutnie zimna, ale pozwoliła ochłodzić wygrzane ciało.

Słońce widniało już coraz niżej na horyzoncie. Nie planowałyśmy nocować na wyspie, więc powoli nasze kroki zbliżały się ku przystani promów. Przed wejściem na pokład minęliśmy się z moimi Erasmusowymi przyjaciółmi, którzy przypłynęli wieczorem z planem nocowania na wyspie. Przywitałąm się z nimi, wyściskałam, przedstawiłam moją mamę i minęliśmy się na kładce. Zajęłyśmy miejsca i głową zwróconą ku Cies odpływałyśmy, wdzięczne za ten cudownie spędzony razem dzień w tak pięknych okolicznościach przyrody! Późnym wieczorem wracałyśmy pociągiem do Porto.

Wyspy Cíes to miejsce, gdzie odbierane bodźce ograniczają się dźwięków oceanu, szumu lasu i ptasiego radia. Jest to jedno z najbardziej dziewiczych miejsce w Europie, które udało mi się zobaczyć. Przebywanie na Wyspach było kojącym doświadczeniem. Nie było ekranów, reklam, hałasów, nadmiaru codziennych bodźców. Nie było rozpraszaczy. Mogłam całą sobą chłonąć naturę! Ogromnie chciałabym tam wrócić, koniecznie nocować tam pod namiotem i obejrzeć widowiskowy wschód słońca!

Informacje praktyczne

Promy na Cíes kursują od mają, jednak początkowo tylko w weekendy (dodatkowo także w okresie Świąt Wielkanocnych). Od czerwca do września promy pływają regularnie i dostępne są codziennie.

Jedyną możliwością noclegu jest spanie pod namiotem na jedynym polu namiotowym (miejsca są limitowane, więc dobrze dokonać rezerwacji z wyprzedzeniem tutaj). Jest to wspaniała możliwość zobaczenia zachodu słońca na wyspie i obcowania z naturą w pełni.

Infrastruktura na Wyspach jest bardzo ograniczona. Do dyspozycji mamy jedną restaurację, czy też bar. Jest to powiedziałabym taka kantyna, gdzie można zjeść ciepły posiłek, kupić zimne napoje czy lody. Na tym koniec! Nie ma budek z lodami, kawiarni, barów i innych lokali. Najlepiej więc zabrać prowiant ze sobą.

Co ze sobą zabrać:

  • Prowiant,
  • Wodę,
  • Strój plażowy,
  • Filtry słoneczne (przynajmniej 30),
  • Koniecznie nakrycie głowy (kapelusz, czapka),
  • Koc plażowy/ręcznik

W razie, gdyby zainteresował Ciebie ten wpis i miałbyś/miałabyś dodatkowe pytania, proszę o kontakt 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *