Mołdawia,  Rumunia

Rumunia i Mołdawia (i Odessa) w 16 dni

Hrabia Dracula, zamki w Transylwanii, niedźwiedzie brunatne, społeczność romska. To pewnie jedne z pierwszych skojarzeń, które nasuwają się same na hasło Rumunia.

Zeszłego lata, dokładnie w lipcu 2018 roku, na nasz dwutygodniowy urlop szukaliśmy miejsca, które sprostałoby naszym oczekiwaniom. Dawidowi zależało na aktywnościach outdoorowych, czyli góry i natura, jak najdalej od miast. Ja do tego mocno lobbowałam choć odrobinę plażowania. Chcieliśmy też, aby kraj do którego się wybierzemy był osiągalny dla nas finansowo. Góry, plaża i duża dawka natury… Uwaga ten kraj leży w Europie. Zgodziliśmy się oboje, że wakacje spędzimy w Rumunii, zahaczając o sąsiadującą Mołdawię. Postanowiliśmy też, że zrobimy to z plecakami (tylko bagaż podręczny) i kompletnie po swojemu.

Bukareszt, przed majestatycznym Parlamentem
Mołdawia
Delta Dunaju, jedno z najdzikszych miejsc w Europie.

Transport – loty

Nasza objazdówka była bardzo spontaniczna. Wiele pomysłów przechodziło nam przez głowy i na bieżąco zmienialiśmy plan. Rumunia jest popularnym kierunkiem, do którego można dotrzeć samochodem z Polski (trasa liczy ok. 1100 km z Warszawy). Dla nas bardziej sprzyjającym rozwiązaniem był jednak przelot. Zaważył argument oszczędności czasu.

Głównym celem naszej eskapady było poznanie Rumunii. Jednak w momencie podejmowania decyzji odnośnie przelotów, rozważaliśmy różne miejsca początku naszej drogi, tj. Bukareszt bądź Kiszyniów. Jak to w naszych podróżach czasem przewrotnie bywa, ostatecznie naszą podróż postanowiliśmy rozpocząć na Ukrainie, a dokładnie w Odessie! Moja filmowa nostalgiczna natura wzięła górę, kiedy na horyzoncie pojawiła się potencjalna okazja, aby spędzić tam dzień i zobaczyć słynne schody potiomkinowskie. Kupiliśmy więc loty od UIA (Ukraine International Airlines) do Odessy z przesiadką w Kijowie. Lot powrót był zaś z Bukaresztu od Wizzair. Głównym motywatorem było to, że nie chcieliśmy podczas naszej podróży wracać do tego samego miejsca. Przeloty kupiliśmy dosyć późno, gdyż na 2,5 miesiąca przed wylotem.

Nasza trasa

Jak widać na załączonej poniżej mapce, zobaczyliśmy tylko, a może aż około ⅓ rejonów Rumunii, a i tak Google policzył nam, że w aucie spędziliśmy ponad 30 godzin. To wbrew pozorom duży kraj do poznawania!

Nasza trasa była dość nietypowa, gdyż nie znalazł się na niej żaden zamek (sic!), których w Rumunii nie brakuje. Za to gro czasu spędziliśmy na świeżym powietrzu, blisko natury.

Termin: 14.07 – 29.07.2018

Środki transportu: samolot, samochód, marszrutka, pociąg oraz prom

Dzień 1 Wylot z Warszawy do Odessy

Dzień 2 Odessa

Marszrutka Odessa – Kiszyniów

Dzień 3-5 Mołdawia

Kiszyniów i mołdawska prowincja, Nadniestrze, Tiraspol

Nocny pociąg Kiszyniów – Bukareszt

Dzień 6 Bukareszt, wulkany błotne w okolicy Buzău  

Dzień 7 Tulcza, Delta Dunaju

Dzień 8 Morze Czarne, 2 Mai

Dzień 9 Morze Czarne, Vama Veche

Dzień 10 Braszów( głównie dzień transferowy)

Dzień 11-14 Góry

Karpaty, Park Narodowy Bucegi (wejście na Omu), Park Narodowy Piatra Craiul

Dzień 15 Trasa Transfogarska

Dzień 16 Bukareszt

Lot Bukareszt – Warszawa

Transport na miejscu

Zanim wynajęliśmy samochód, poruszaliśmy się transportem publicznym. Jeszcze przed wyjazdem, szukając online informacji o możliwościach wydostania się z Odessy do Mołdawii, natrafiliśmy na mało informacji. Pierwotnym planem był pociąg, jednak plan szybko legł w gruzach, gdy wybraliśmy się na dworzec z zamiarem kupna biletów do Kiszyniowa. Niestety w kasie zostaliśmy poinformowani, że bilety zostały wyprzedane (nie ma możliwości przejazdu bez miejscówki) oraz że pociąg na tej trasie nie kursuje codziennie. Była niedziela wieczór, a następny pociąg w rozkładzie był zaplanowany na czwartek! Perspektywa zostania w Odessie przez kolejne dni nie uśmiechała się nam, więc z zastanych opcji wybraliśmy marszrutkę (określenie minibusa, popularne w krajach Europy Wschodniej). Podróż zajęła nam 4-5 godzin.

W Mołdawii wynajęliśmy pierwsze auto na 2 dni, co pozwoliło nam zobaczyć jej główne atrakcje i wyskoczyć do Nadniestrza. Z perspektywy myślę, że było to niepotrzebne, z pewnością dalibyśmy radę bez auta.

Na dworzec kolejowy jednak wróciliśmy! Ogromna atrakcja samą w sobie, okazał się nocny przejazd pociągiem z Kiszyniowa do Bukaresztu. Jak tylko zobaczyliśmy na dworcu ten stary skład, to czułam się trochę jakby miała wsiąść do Orient Expressu. Dywaniku, firanki, plusz na kanapach. Ten pociąg miał w sobie duszę! Po 6 dniach wreszcie dotarliśmy do Rumunii!

Autentyczna radość Dawida na zbliżającą się podróż pociągiem.

Podczas gdy w Mołdawii samochód okazał się fanaberią, w Rumunii podróżowanie innym środkiem transportu niż samochód jest bardzo czasochłonne i często wymaga wielu przesiadek. Głównym węzłem komunikacyjnym w tym kraju jest Bukareszt. Oznacza to, że poruszając się po kraju, przeważnie trzeba przeciąć na trasie stolicę. Dla przykładu chcąc przemieścić się z Braszowa do Tulczy, czyli z gór do wrót Delty Dunaju, trzeba wrócić do Bukaresztu i tam wsiąść w autobus jadący do Tulczy. Przy dobrych lotach i w największym komforcie jazdy, będzie to 9 godzin podróży transportem publicznym. Autem zaś będzie do pokonania około 400 km. Geograficznie same Karpaty leżące w centralnej części Rumunii także nie ułatwiają poruszania się po kraju.

Dzicy towarzysze na trasie transfogarskiej.
Nasłuchując niedźwiedzi.

Poruszając się samochodem, na pewno mieliśmy mniej interakcji z Rumunami, a takie kontakty bardzo sobie cenimy w podróży. Dla porównania w Gruzji, mogę śmiało powiedzieć, że to właśnie przejazdy marszrutkami zrobiły nam wyjazd. Było mniej wygodnie, bez klimatyzacji, Gruzinka spała mi na ramieniu, ale to pamiętam bardzo wyraziście. W Rumunii udało nam się więcej zobaczyć, ale za to mniej poprzyglądać się im i ich codzienności.

Uwaga ludzie gór, poruszanie po miejscowościach górskich bez auta będzie dość problematyczne i czasochłonne. Do większych ośrodków uda się dojechać pociągiem, jednak potem zostają opcję busów albo próbowanie szczęścia na stopa! Polecamy tę drugą opcję, ponieważ jest popularny sposób. Raz mieliśmy przyjemność podwózki stopem. Zagadnęłam parę na parkingu pod szlakiem i z chęcią zgodzili się nas podrzucić.

Noclegi

Korzystaliśmy z różnych form noclegu. Od hosteli w Odessie (którego raczej nie chcemy pamiętać) czy prześwietny, międzynarodowy obiekt Amazing Ionika Hostel w Kiszyniowie, po małe pensjonaty i prywatne kwatery. Najprzyjemniej wspominamy noclegi na rumuńskich wsiach, gdzie rodziny adaptują część swoich posesji na nocleg dla turystów. Czułam się jak u mojej babci na wsi. Mieliśmy do dyspozycji ogród z altanką, leżaki i hamaki Rodzina gospodarzy poczęstowała nas domowym winem. Pies szczekał w swojej budzie. Do tego rozchodził się zapach wsi. Gospodarze przyjmowali nas z sercem na dłoni. Nie było nawet krzywienia się na późne przybycie.

Mimo, że zajeżdżaliśmy późno, Dawid i tak nie usiedział!
Noclegi na wsi były najprzyjemniejsze.

Oprócz pierwszego zaplampwamego noclegu w Odessie, kolejne rezerwowaliśmy z dnia na dzień, głównie korzystając z booking.com. Było to trochę męczące, bo wymagało ciągłego podejmowania decyzji, często anulowania rezerwacji i dokonywania zmian, gdy plan podróży ulegał modyfikacjom.

Szukaliśmy noclegów na ostatnią chwilę, czasem w momencie wjeżdżania do miasta docelowego, godząc się z faktem, że zakres ofert był już mocno przebrany i ograniczony. Nasz filtr przewidywał nocleg w granicach około 100-120 złotych. Standard pokoju za tę cenę był przyzwoity, ale raczej nie spodziewajmy się się nowoczesnych wnętrz, a za to wystroju z lat 90.

Bardzo często też opis pokoju mijał się z rzeczywistością. Zamiast obiecanego balkonu i przestrzeni, był nieduży pokój z oknami na podwórze. Nie spędzało nam to snu z powiek, przeważnie w danym miejscu spędzaliśmy tylko noc i jechaliśmy dalej. Tylko raz czy dwa pozwoliliśmy sobie na odrobinę więcej wygody, gdzie cena noclegu przekraczała nasz założony budżet. Zdecydowaną większość naszych noclegów spędziliśmy w prywatnych kwaterach, w których największym minusem był brak opcji śniadania. W większości przypadków trafiliśmy w przyjemne i czyste miejsca. Tylko raz natknęliśmy się na fałszywego gospodarza. Po przyjeździe na wskazany adres, nasz zarezerwowany nocleg na bookingu okazał się nie istnieć! Karta płatnicza nie została obciążona, booking zareagował na naszą skargę natychmiast. Straciliśmy tylko trochę drogi i czasu.

Zdecydowanie nasz najlepszy nocleg. Chatka z bali pod Braszowem. Mieliśmy farta, bo tego dnia byliśmy jedynymi gośćmi.
Braszów, tego miasta nie można pominąć.

Pakowanie

Na nasz 16-dniowy wyjazd, który przewidywał zarówno wycieczki górskie, jak i plażowanie, spakowaliśmy się bez problemu w bagaż podręczny. Trzymając się zasady fast and light, mieliśmy ubrania tylko na 2-3 dni (w tym ja 1 sukienkę). Istotną podpowiedzią, dla osób wybierających do Rumunii z planem górskich wycieczek, warto wyposażyć się w mapy jeszcze przed wyjazdem. Była to jedyna rzecz, której szukaliśmy i mocno potrzebowaliśmy podczas wyjazdu. Nie znaleźliśmy map turystycznych nawet w większych księgarniach w centrum Bukaresztu. Dopiero w Braszowie, we wskazanej księgarni, mapy górskie były dostępne od ręki. Chyba podyktowane jest to tym, że w Rumunii jeszcze stosunkowo niedużo osób chodzi po górach. W Polsce, bez problemu duży wybór map rumuńskich gór ma w swojej ofercie arttravel.

Mój bagaż na 16 dni
Zawartość plecaka Dawida.

Przewodniki, czyli z czego korzystaliśmy

Zazwyczaj na dłuższych wyjazdach korzystamy z dwóch, uzupełniających się przewodników. Większość wydawnictw opisuje zarówno Rumunię i Mołdawię.

Tym razem padło na starsze wydanie praktycznego przewodnika Rumunia i Mołdawia Pascala, które wertowaliśmy przed wyjazdem. Do plecaka natomiast spakowałam Romania Rough Guide. Był to mój pierwszy przewodnik Rough i wybrałam go na próbę. Mogę szczerze przyznać, że się sprawdził w podróży. Dużo praktycznych, zwięzłych informacji dla osób, które jeżdżą na własna rękę. Dużo nam rozjaśnił odnośnie Delty Dunaju.

Koszty

Przedstawiam tylko główne koszty wyjazdu w celach poglądowych:

Loty 149 USD (ok. 600 PLN) WAW-ODE + 154 LEI (ok. 140 PLN) BUK-WAW

Wynajem samochodów:

2 dni w Mołdawii (Sixt Car Rental) 380 PLN + paliwo

11 dni w Rumunii (Sixt Car Rental) 1800 PLN + paliwo

Pociąg  Kiszyniów-Bukareszt

Kuszetka w 1 klasie

Noclegi: ok. 100-120 zł na nocleg w dwuosobowym pokoju z łazienką

Wyżywienie

Prócz kilku wyjątków, gdy gotowaliśmy samodzielnie, głównie stołowaliśmy się w knajpach i barach. Koszt obiadu dla 2 osób z 1 kieliszkiem wina (dla pilota:) ) kosztował nas około 50 złotych (2 zupy i danie na pół).

Delta Dunaju:

Nocleg + prywatna wycieczka 250 PLN

Całkowity koszt naszej podróży to ok. 4000 złotych za osobę. Wyjazd nam mocno podrożał, ze względu na wynajem samochodu.


Więcej o poszczególnych miejscach, które odwiedziliśmy zarówno w Mołdawii czy Rumunii pojawi się niebawem!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *