Wojaże

2020 na (u)wadze, czyli co urobiłam w pandemii?

Ten rok był szczególny pod wieloma względami. Podróżowanie stało się inne, obarczone ryzykiem, ale nie niemożliwe! Jako zodiakalna waga uwielbiam wrzucać coś na szalki:) W ostatnie dni roku naszło mnie, by przyjrzeć się, co udało mi się zrealizować w tym trudnym dla podróżników roku.

Zima

Mój 2020 rozpoczął się w drodze:) Już 1. stycznia wsiadłam w pociąg do Zakopanego. Kilka pierwszych dni nowego roku spędziłam nad Morskim Okiem, szkoląc się na kursie zimowej turystyki wysokogórskiej u Ryby. Późniejsze zimowe tygodnie obfitowały w wyjazdy. W lutym wyskoczyłam z Asią w Tatry. Tego samego miesiaca, gdy koronawirus dotarł (oficjalnie) do Europy poleciałam z moimi Ełczankami na południe Włoch. To właśnie w Apulii zastała nas pandemia. Wypad do Bari był ostatnim beztroskim wywczasem.

1. stycznia, pakowanie na kurs.
Po tym lodospadzie zostałam ochrzczona przez chłopaków ”lodową wojowniczką” ;p Czekanomłotek i jest moc!
Schodzimy po udanym podejściu na Mniszka.
Cała zacna ekipa kursantów po kursie, oficjalnie już w klubie Ryby!
Z Joanną na Gęsiej Szyi
Luty, Tatry Zachodznie.
Cały ełcki skład w Polignano a Mare
Wesoły autobus, czyli dacia logan na włoskich drogach:)

Wiosna

O tej porze roku (shocking!) za wiele nie udało się zdziałać. Zamknięcie TPN ukróciło wyjazdy w góry. Z jednej strony drżałam, z drugiej godziłam się z faktem, że sezon zimowy w Tatrach się kończy. Czekan, raki chowałam już do szafy:( By nie zwariować, postanowiłam, że przynajmniej nie usiedzę w domu. Stąd wiosną po pracy, intensywnie pomagałam na froncie w aptece. To było moje remedium na lockdown. Gdy ponownie otwarto TPN, w maju udałam się po raz pierwszy z @trenuj_z_pokora w Tatry i (przez przypadek) Pieniny. Na szlaku okazało się, że tworzymy zgrany zespół (i tak w 2020 zrobiłyśmy razem 7 wypadów, nie tylko górskich). Pod koniec maja, znowu wspólnie grane były Tatry. 31 maja zastaliśmy jeszcze mocno zimowe warunki:D 

Znowu Tatry Zachodnie:)
31 maja na Czerwonych Wierchach

Lato

Czerwiec okazał się sprzyjający wyjazdom, tym razem dominował żywioł wody. Miałam ogromnego farta i rzutem na taśmę na dzień przed wyjazdem znalazło się dla mnie miejsce w załodze w regatach Boatripu. Wreszcie nadarzyła się okazja, by przekonać się, czy żagle to moja bajka. Dotarłam do mazurskich portów, dzięki otwartości całej załogi i kapitanowi, miałam szansę się trochę przyuczyć i nawet usiąść za sterem. Zaraz po regatach, ruszyłam wraz z ełcką ekipą do Chałup. Nie byłam na Helu od dziecka, dzięki wirusowi wróciłam. Wynajęliśmy przyczepę i zrobiliśmy sobie kilka dni przyjemnego wywczasu. 

W lipcu z @trenuj_z_pokora sięgnęłyśmy po kolejny cel – Tatry Słowackie. Od dłuższego czasu marzyło mi się, by zobaczyć jak to wygląda u Słowaków. Choć pogoda nie była dla nas łaskawa, spędziłyśmy fajny czas w Chacie Terry’ego. Dalej z południa, przywiało mnie na północ – do Giżycka. Uczciliśmy nowy parapet przyjaciół i poszaleliśmy trochę na motorowodniaku. Latem, dzięki pracy zdalnej, sporo czasu spędziłam też w rodzinnym Ełku.

”Gupia”
Załoga ”Gupiej” po dekoracji. 3. miesjce w klasyfikacji fortun.
Chałupy:)
SUPer na Zatoce:)
Tatrt Słowackie z @trenuj_z_pokora
Niegocin.
Giżycko jez. Niegocin, tym razem nie na szmatach, motorowodniaki:)

Jesień

We wrześniu udało się zrealizować piesze przejście Półwyspu Helskiego. Z inicjatywą wyszła @trenuj_z_pokora i naturalnie znalazła we mnie kompana wędrówki. 40 km plażą po piasku pękło!

We wrześniu również nie odpuściłam i spontanicznie poleciałam do Algarve. Powrót do Portugalii, za którą tak bardzo tęskniłam stanowił dla mnie priorytet. 6 dni, które spędziłam w regionie Algarve miało dla mnie koronne^ znaczenie. Potraktowałam ten czas nie tylko jako wywczas językowy, lekcje portugalskiego w trybie constans 24/7. Biedny był każdy Portugalczyk czy Portugalka, którzy stanęli mi na drodze:). Tam również przełamałam się i zaczęłam nagrywać dla Was relacje, jak żyje się w Portugalii:) 

W październiku, ruszyłam z Zielakiem na wspólny wyjazd wspinaczkowo-ferratowy (miał być też kanioningowy). Kierunek podróży wskazywała nam pomyślna prognoza. Dotarliśmy z Mirem do chorwackiej Paklenicy, po czym przez Słowenię, przejechaliśmy do włoskiego Arco. 

W listopadzie oraz grudniu, dwa razy wyskoczyłam z @trenuj_z_pokora w nasze Tatry.

Po dwóch dniach wędrówki dotarły na Hel:)
Praia de Sao Rafael
Kajakiem po Algarve. Następnym razem biorę SUPa!
Lagos, Algarve
Gdzieś w Chorwacji.
Paklenica
Wymęczyłyśmy Tatry Zachodnie z @trenuj_z_pokora. Zostały tylko Rohacze:)
Kasprowy

Czego NIE udało się zrealizować?

Koronawirus zdołał zniweczyć moje plany tylko w niewielkim stopniu. Musiałam odwołać czerwcowy wyjazd z mamą do Petersburga. Niestety białe noce, Ermitraż i Pałac Zimowy muszą poczekać. Odwołano także moje czerwcowe loty do Porto. W tym roku chciałam wrócić na święto Porto, czyli Sao Joao, które w tym roku i tak się nie odbyło. Posypał się także jeden zimowy wyjazd w Tatry, z powodu zamknięcia TPN.

2020 w ostatecznym rozrachunku

Obiektywnie oceniając, niewiele planów runęło mi przez pandemię – tylko te snute w styczniu i lutym. Gdy pandemia na dobre rozpanoszyła się po Europie, nie od razu, jednak pokornie pogodziłam się z faktem, że to nie będzie rok na dalekie wojaże. Trochę się łudziłam, ale zaakceptowałam scenariusz, że nie polecę w tym roku do Rosji.

Nastawiłam się na wyjazdy po Polsce, byłam otwarta na opcje wyjazdów, które nadchodziły spontanicznie. Brałam garściami, co przynosił mi los. Cały czas czekałam cierpliwie na otwarcie Portugalii. Dostosowałam swoje oczekiwania do bieżącej sytuacji i planowałam podróże na bieżąco. Podchodząc w ten sposób, zminimalizowałam rozczarowania.

Na własnej skórze odczułam, by nie odkładać planów na później. Na początku roku z powodów osobistych czułam potrzebę i chęć wyjechania gdzieś dalej sama. Myślałam o indyjskim Goa, Zanzibarze, Maderze… Jednak przed podjęciem decyzji hamowało mnie tzw. coś. Jeszcze tylko chciałam załatwić jedną sprawę i mogę lecieć…  Pandemia pokazała mi, by robić i działać, nie myśleć za dużo.

Podsumowując ten rok z aptekarską precyzją, w 2020 r. spędziłam w podróży 57 dni, z czego 32 w górach (zobaczyłam 0 niedźwiedzi :(). Ten ”wynik” osiągnęłam głównie dzięki wyjazdom okołoweekendowym. Zbrakło dłuższej i dalszej podróży. Jak na rok pandemiczny, uważam, że podróżniczo był całkiem udany. Tymczasem cierpliwie czekam na szczepionkę, która mam nadzieję otworzy mi na nowo furtkę do podróżowania:) 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *